Konkurs literacki

Agnieszka Jankiewicz – Koincydencje

Montaż krzyża w Katedrze Poznańskiej. W jasnym płaszczu - Tadeusz Witajewski
Napisane przez: Rada Osiedla Wilda

Opracowane na podstawie relacji mojego dziadka
Tadeusza Witajewskiego,
kierownika budowy Katedry poznańskiej.

Nareszcie zakończono trzyletnie prace nad odbudową poznańskiej Katedry. Była kawa, ciasto i lampka wina, a ksiądz prałat Piotrowski w swym przemówieniu podziękował wszystkim zaangażowanym „za trudy i wytrwałość w odbudowie tak cennego dla Poznania i Polaków zabytku”.

Najtrudniejsze było „załatwianie” materiałów do odbudowy. Po cegłę gotycką trzeba było jechać do Warszawy. Lecz nawet w stolicy zaprzestano jej produkcji. Gdyby nie zaprzyjaźniony kierownik budowy prowadzący prace przy odbudowie Barbakanu – poznaniak z urodzenia – prace stanęłyby na długie miesiące. To samo z marmurem na posadzkę. Znajomy kamieniarz powiedział, że na Ziemiach Zachodnich, na bocznicy kolejowej stoją dwa wagony włoskiego marmuru, ale on jako „prywaciarz” nie może ich kupić. Zakupiło je Przedsiębiorstwo prowadzące odbudowę, a kamieniarz odkupił część zbędnych marmurów.

Wieże Katedry miały wysokość 64 metrów. Drabiny ustawione były na podestach rusztowań. Żeby więc wejść na tę wysokość trzeba było pokonać 248 szczebli. Przynajmniej raz, a przy skomplikowanych robotach dwa, lub trzy razy dziennie.

W czasie uroczystości wieńczących odbudowę, 28 czerwca 1956, nadeszła wiadomość o rozruchach. Robotnicy z Zakładów Cegielskiego, wówczas Stalina, Zakładów Naprawy Taboru Kolejowego i innych wyszli na ulicę, żądając chleba i sprawiedliwości.

– „Chciałem jak najszybciej dotrzeć do domu na Wildzie, gdzie moja żona w ciąży i z sześcioletnią Halusią nie czuły się bezpiecznie. Na ulicach widziałem tłumy ludzi, milicji i wojska. Udało mi się przedrzeć na Święty Marcin, dawniej ulicę Armii Czerwonej, gdzie tłum opanował budynek Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Z okien leciały na ulicę i roztrzaskiwały się z hukiem na chodniku „elementy komunizmu” – portrety Stalina i naszych przywódców partyjnych. Na sąsiednich zaś domach i dachach rozpościerały się transparenty „My chcemy chleba, sprawiedliwości i wolności”, „Precz z komunizmem” itp. Do tragedii doszło na ulicy Kochanowskiego, gdzie mieścił się Urząd Bezpieczeństwa. Tłum zdobył broń po sforsowaniu więzienia na ulicy Młyńskiej i uwolnieniu więźniów politycznych. Pod Urzędem Bezpieczeństwa doszło do strzelaniny. Byli zabici i ranni. Manifestacje trwały kilka dni, zginęło kilkudziesięciu Poznaniaków”.